poniedziałek, 10 marca 2014

Przestęsptwo kredytowe - analiza art. 297 § 1 oraz art. 286 § 1 Kodeksu karnego

Na wstępie swojego opracowania chciałabym przedstawić znamiona typu czynu zabronionego z art. 297 §1 k. k. Określone w nim przestępstwo nazywa się przestępstwem kapitałowym lub przestępstwem kredytowym, a także przestępstwem karalnej dezinformacji instytucji finansowej w celu uzyskania od niej środków finansowych. Ma ono charakter powszechny i można je popełnić jedynie w zamiarze bezpośrednim kierunkowym. Przedmiotem ochrony jest w tym przypadku prawidłowość funkcjonowania obrotu gospodarczego. 

Powyżej wskazany przepis można naruszyć jedynie przez działanie. Czynności sprawcze są w tym przypadku wskazane wprost w przepisie i mogą polegać na: przedkładaniu podrobionych dokumentów, przedkładaniu dokumentów przerobionych, przedkładaniu dokumentów poświadczających nieprawdę, przedkładaniu dokumentów nierzetelnych, przedkładaniu nierzetelnych pisemnych oświadczeń dotyczących okoliczności o istotnym znaczeniu dla uzyskania wymienionych w art. 297 §1 k. k. form wsparcia finansowego, elektronicznego instrumentu płatniczego lub zamówienia publicznego. Jest to katalog wyczerpujący, a inne działania nie mogą wypełniać znamion tego przestępstwa. 

Przestępstwo kapitałowe ma charakter formalny, co znaczy, że do jego popełnienia nie jest potrzebne wystąpienie skutku, np. w postaci wyrządzenia szkody majątkowej lub uzyskania kredytu. 

Konstrukcja typu czynu zabronionego przewidzianego w art. 297 §1 k. k. stanowi podstawę do kryminalizacji zachowań odpowiadających przygotowaniu lub w pewnych wypadkach usiłowaniu klasycznego oszustwa z art. 286 §1 k. k., które jest przestępstwem skutkowym. Jego popełnienie polega na  doprowadzeniu innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez wprowadzenie jej w błąd (sprawca własnymi podstępnymi zabiegami doprowadza pokrzywdzonego do mylnego wyobrażenia o określonym stanie rzeczy) albo wyzyskanie błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranej czynności (celowe skorzystanie z mylnego wyobrażenia w jakim znajduje się pokrzywdzony) w celu uzyskania korzyści majątkowej.

Kolejno należy rozważyć możliwość wystąpienia kumulatywnego zbiegu przestępstw z art. 286 § 1, a art. 297 § 1.  Jeżeli sprawca działając w celu uzyskania dla siebie lub innej osoby kredytu, pożyczki bankowej, gwarancji kredytowej, dotacji, subwencji lub zamówienia publicznego przedkłada fałszywe lub stwierdzające nieprawdę dokumenty itp. już w momencie złożenia wniosku o uzyskanie np. kredytu nie ma zamiaru go spłacać ma wtedy miejsce zbieg kumulatywny art. 297 § 1 k. k. w stadium czynu dokonanego i art. 286 § 1 k. k. w stadium czynu usiłowanego (jeżeli w ostateczności nie doszło do niekorzystnego rozporządzenia mieniem) lub art. 286 § 1 k. k. w stadium czynu dokonanego (jeżeli wypłata np. kredytu miała miejsce).

W zrozumieniu powyższych rozważań teoretycznych przydatny może okazać się kazus. Pan X jest bezrobotny. Stara się o kredyt w banku w wysokości 10 tys. złotych. Na pytanie pracownika banku jakie osiąga dochody oznajmia, że jest to 2 tys. złotych netto miesięcznie z tytułu umowy zlecenie. Pracownik banku wpisuje tę informację do umowy o kredyt gotówkowy jako oświadczenie kredytobiorcy. Pan X podpisuje taką umowę wraz z poświadczeniem o wysokości dochodów. 

Nie ma wątpliwości, że oświadczenie Pana X jest niezgodnie z rzeczywistością. Samo to nie wypełnia jeszcze znamion z art. 297 § 1 k. k., jednakże późniejsze podpisanie dokumentu już tak. Zachowanie to wypełnia znamiona przedłożenia nierzetelnego pisemnego oświadczenia. Tym samym Pan X naruszył normę z art. 297 § 1 k. k. Jednocześnie, będąc bezrobotnym zdawał sobie z pewnością sprawę, że nie będzie w stanie spłacić uzyskanego kredytu czym doprowadzi do niekorzystnego rozporządzenia mieniem z art. 286 § 1 k. k. przez bank. W związku z tym trzeba przyjąć, że Pan X dopuścił się przestępstwa z art. 286 §1 k. k. w zbiegu z 297§1 k. k. W zależności od tego czy udzielenie kredytu przez bank miało miejsce czy nie, Pana X  dopuścił się przestępstwa z art. 286 §1 k. k.  w stadium czynu dokonanego lub w stadium czynu usiłowanego.

środa, 26 lutego 2014

Glosa do wyroku Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Peter Pinckney przeciwko KDG Mediatech AG

Autor: Beata Małyszko

Link do tekstu wyroku - http://curia.europa.eu/juris/document/document_print.jsf?doclang=PL&text=&pageIndex=0&part=1&mode=req&docid=142613&occ=first&dir=&cid=203841

W przedmiocie dopuszczalności pytań prejudycjalnych

W uwagach złożonych na piśmie rząd austriacki podniósł zarzut niedopuszczalności pytań prejudycjalnych. Argumentował, że zadane pytania mają charakter hipotetyczny w stosunku do okoliczności sporu głównego. Pytania odnoszą się, bowiem do działań polegających na rozpowszechnianiu zdematerializowanej treści w Internecie oraz sprzedaży w sieci materialnego nośnika zawierającego taką treść. Spór dotyczy natomiast działań pozwanej spółki, która zajmowała się jedynie zwielokrotnianiem utworów. 

Trybunał uznał, że kwestia właściwości sądów francuskich do rozpatrzenia tego zarzutu jest przedmiotem sporu w postępowaniu głównym i jego rozstrzygnięcie jest uzależnione od odpowiedzi na pytania prejudycjalne. Trybunał postanowił jednak przeredagować zadane przez sąd odsyłający pytania – stąd też orzeczenie Trybunału nie jest dokładną odpowiedzią na pytania prejudycjalne sformułowane przez sąd kasacyjny.

Zdaniem glosującego takie stanowisko Trybunału nie zasługuje na aprobatę. Trybunał wielokrotnie orzekał, że nie powinien odpowiadać na pytania jeżeli okaże się, że wykładnia prawa Unii jest bez związku ze stanem faktycznym, przedmiotem sporu w postępowaniu przed sądem krajowym, gdy problem ma charakter hipotetyczny albo gdy przedmiot sporu różni się od przedmiotu postawionych pytań. Ta przesłanka wydaje się być spełniona w niniejszym przypadku. 

W sprawie z powództwa P. Pinckney’a mamy do czynienia z trzema różnymi naruszeniami autorskiego prawa majątkowego. Po pierwsze, wykonywanie kopii utworów przez Mediatech narusza wyłączne prawo autora do zwielokrotniania utworu. Po drugie, oferowanie sprzedaży w sieci płyt CD przez spółki brytyjskie, które narusza wyłączne prawo autora do rozpowszechniania utworu. Po trzecie, umieszczenie w sieci utworu w formie zdematerializowanej, narusza wyłączne prawo do jego publicznego udostępniania.

Pytania prejudycjalne sformułowane przez sąd kasacyjny dotyczą drugiej i trzeciej sytuacji – czyli właściwości sądu w przypadku naruszenia wyłącznego prawa do rozpowszechniania i publicznego udostępniania utworu. Natomiast spór główny w przedmiotowej sprawie dotyczy działań spółki Mediatech polegających na bezprawnym zwielokrotnianiu utworu. W związku z powyższym należy zauważyć, że zakres pytań prejudycjalnych nie obejmuje swoim zasięgiem przedmiotu sporu głównego. Pierwsze pytanie obejmuje, bowiem sytuację, która w przedmiotowej sprawie w ogóle nie zachodzi, gdyż sporne utwory nie były udostępniane w sieci w postaci zdematerializowanej. Natomiast drugie pytanie byłoby właściwe, gdyby pozwanym były brytyjskie spółki zajmujące się rozpowszechnianiem utworu poprzez sprzedaż płyt CD w Internecie. 

Powyższa argumentacja jednoznacznie wskazuje, że żadne z pytań sformułowanych przez sąd odsyłający nie służą obiektywnej potrzebie rozwiązania przedmiotowego sporu.
W opinii glosującego sąd kasacyjny powinien dokładnie formułować pytania, tak aby faktycznie miały on związek ze sprawą. Bezsporne jest, że do rozstrzygnięcia sporu na szczeblu krajowym niezbędne jest ustalenie zasad określania właściwości sądu w przypadku naruszenia wyłącznego prawa autora do zwielokrotniania utworu. Jednakże nie tego dotyczą zredagowane przez sąd odsyłający pytania. W sądzie, szczególnie na tak wysokim szczeblu, orzekają prawnicy z wieloletnim doświadczeniem, od których wymaga się precyzyjnego formułowania myśli. Wszakże zadaniem Trybunału nie jest interpretowanie pytań zadawanych przez sądy krajowe, ale dokonywanie wykładni prawa unijnego.

Co do istoty sprawy

Stwierdzenie o właściwości lub niewłaściwości danego sądu na podstawie art. 5 pkt. 3 rozporządzenia wymaga przede wszystkim rozważenie kwestii łącznika wynikającego ze ścisłego związku między roszczeniem a sądem miejsca, gdzie nastąpiło lub może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę. Powództwo może być złożone jedynie przed sąd, w którego obszarze właściwości mieści się ten łącznik. W sprawie z powództwa P. Pinckney’a bezsporne jest, iż Francja nie jest miejscem, gdzie nastąpiło miejsce wywołujące szkodę – jest to Austria, gdyż właśnie tam były produkowane płyty CD z utworami powoda. 
Problematyczne jest natomiast określenie czy sądy francuskie są właściwe ze względu na miejsce urzeczywistnienia się zarzucanej szkody. Wyżej przedstawiony problem wynika z faktu, że naruszenia popełniane w sieci urzeczywistniają się w więcej niż jednym miejscu, ze względu na globalną dostępność treści zamieszczonych w Internecie. Trybunał zajmując się wcześniej tą kwestią stwierdził, iż każdorazowo należy sprawdzić charakter naruszonego prawa, to czy naruszenie takiego prawa podlega ochronie w danym państwie, a także uwzględnić, który sąd jest w stanie najlepiej ocenić zasadność zarzutów.

Należy zauważyć, że w przedmiotowej sprawie mamy do czynienia z naruszeniem majątkowych praw autorskich, które podlegają zasadzie terytorialności. Oznacza to, że w przypadku zarzutu naruszenia autorskich praw majątkowych sąd może uznać się za właściwy tylko wtedy, kiedy państwo członkowskie na terenie, którego działa sąd, chroni tych naruszonych praw majątkowych, a zarzucana szkoda może urzeczywistnić się na obszarze właściwości tego sądu. W przedmiotowej sprawie takiego urzeczywistnienia szkody Trybunał dopatruje się w możliwości dokonania zakupu spornych płyt CD na obszarze właściwości miejscowej sądu.

Trybunał wskazuje ponadto, że zgodnie z zasadą terytorialności sąd jest właściwy do orzekania tylko w zakresie szkody wyrządzonej na terenie państwa członkowskiego, któremu podlega. Wynika to z faktu, iż zakres ochrony oraz jej przesłanki mogą się różnić od siebie w poszczególnych państwach członkowskich. W związku z tym, istnieje zagrożenie, że gdyby jeden sąd mógłby orzekać w zakresie szkody wyrządzonej na terenie innych państw nie byłby w stanie odpowiednio określić czy wystąpiło naruszenie majątkowych praw autorskich chronionych w poszczególnych państwach oraz w jakim zakresie.

Takie stanowisko Trybunału, zdaniem glosującego, nie zasługuje na aprobatę. Naruszenie prawa do zwielokrotniania utworów autorstwa P. Pinckey’a nastąpiło w Austrii. Pozwana spółka nie naruszyła innych autorskich praw majątkowych powoda w postaci rozpowszechniania lub publicznego udostępniania utworów, w związku z czym ich działanie nie ma charakteru transgranicznego. W tym przypadku miejsce powstania szkody i jej zmaterializowania są równoznaczne i mieszczą się w Austrii. Wobec tego sądem właściwym do rozpoznania roszczenia odszkodowawczego związanego z naruszeniem autorskiego prawa majątkowego w postaci zwielokrotnienia utworów jest sąd właściwy dla miejsca tego zwielokrotnienia, czyli w tym wypadku sąd austriacki. W tej konkretnej sprawie, sądy francuskie mogłyby być właściwe, gdyby pozwanym były spółki brytyjskie, które naruszały wyłączne prawo do rozpowszechniania utworu, oferując w sieci sprzedaż materialnych nośników zawierających te utwory. W tym przypadku istotnie miejsce powstania szkody i miejsce jej zmaterializowania są różne. Pierwsze z nich znajduje się w Anglii, natomiast drugie z nich może znajdować się w innym miejscu, gdyż szkoda wynikająca z naruszenia prawa do rozpowszechniania wymaga istnienia potencjalnego odbiorcy, którzy w przypadku sprzedaży przez Internet mogą znajdować się w innym miejscu niż miejsce dokonania czynności rozpowszechnienia.

Podsumowanie

Glosowany wyrok porusza kwestię ustalenia sądu właściwego w sprawach o naruszenie autorskich praw majątkowych w Internecie oraz ustalenia wykładni art. 5 pkt 3 rozporządzenia, w szczególności przez interpretację łącznika „miejsca gdzie może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę”. Zdaniem glosującego, mimo że w stanie faktycznym występuje naruszenie autorskich praw majątkowych w Internecie to nie odnosi się on do działań pozwanej spółki. Jej działalność nie ma bowiem nic wspólnego z oferowaniem sprzedaży spornych płyt CD na stronach internetowych. Naruszenie jakiego dopuściła się spółka Mediatech nie ma charakteru trans granicznego. Bezprawne zwielokrotnienie utworów autorstwa P. Pinckney’a miało miejsce w Austrii i tam też urzeczywistniła się szkoda związana z zwielokrotnianiem utworów. 

Wyrok w niniejszej sprawie narusza zasadę przewidywalności. Spółka Mediatech nie może bowiem ponosić negatywnych konsekwencji działań spółek brytyjskich, które wprowadziły towar do obrotu za pomocą stron internetowych, które są dostępne w wielu krajach. Naruszenie jakiego dopuściła się spółka Mediatech nie wypełnia przesłanek do zastosowania jurysdykcji szczególnej z art. 5 pkt 3 rozporządzenia. Należy pamiętać, że ogólną zasadą jest ustalanie właściwości sądu ze względu na miejsce zamieszkania pozwanego, a przepisy dotyczące jurysdykcji szczególnej powinny podlegać ścisłej wykładni, nie wykraczającej poza sytuacje wyraźnie określone w rozporządzeniu.

piątek, 7 lutego 2014

Zjawisko lobbingu w Polsce i na świecie

Autor: Beata Małyszko

Pojęcie lobbingu najtrafniej i najpełniej można wyjaśnić odwołując się do jego etymologii. Angielskie słowo „lobby”, od łacińskiego terminu lobbium, lobia, w swym pierwotnym rozumieniu oznacza „kuluary”. Nowe znaczenie pojawiło się w XIX-wiecznej Wielkiej Brytanii. Otóż w kuluarach Izby Gmin odbywały się spotkania obywateli z parlamentarzystami, na których ci pierwsi próbowali nakłaniać tych drugich do podejmowania konkretnych działań w pewnych interesujących ich dziedzinach życia publicznego. Z czasem taką działalność określono jako lobbing. Coraz częściej jednak początki historii lobbingu odnajduje się już w starożytnej Grecji, gdzie na forum ateńskiego zgromadzenia ludowego wygłaszali swe przemowy demagogowie i retorowie. W zamian za odpowiednie honorarium reprezentowali oni interesy wpływowego zleceniodawcy. Można uznać ich za pierwszych lobbystów w historii. Również w kolejnych epokach na terenie Europy można odnaleźć przejawy tego zjawiska; np. działalność duchowieństwa chrześcijańskiego i kościoła katolickiego, średniowiecznych cechów rzemieślniczych, gildii kupieckich czy też uniwersytetów.

Pomimo tak długiej tradycji działalności lobbingowej w Europie z reguły za ojczyznę lobbingu uznaje się Stany Zjednoczone. Początków lobbingu na kontynencie amerykańskim należy szukać już pod koniec XVIII wieku, kiedy to w pierwszej poprawce do Konstytucji Stanów Zjednoczonych z 1791 przyznano obywatelom prawo do obrony swoich interesów, pokojowych zgromadzeń i kierowania petycji do rządu. Mniej więcej 40 lat później w Waszyngtonie pojawiają się pierwsi lobbyści. W 1946r. Kongres przyjął ustawę całościowo regulującą lobbing- Federal Regulation of Lobbying Act. Ustawa ta wraz z późniejszymi modyfikacjami, wprowadziła definicję lobbysty, doprecyzowała obowiązek rejestracji lobbystów i szczegółowe wymogi związane z okresową sprawozdawczością. Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że jest to ewenement na skalę światową. Żadne inne państwo nie może pochwalić się tak rozbudowanym ustawodawstwem w zakresie działalności lobbingowej. 

Po pierwsze na podmioty prowadzące działalność lobbingową nałożony jest obowiązek rejestracji u sekretarza Kongresu. Lobbysta jest zobligowany do podania nazwy klienta na rzecz którego działają, z kim współpracują, wskazując wysokość honorarium za usługi oraz fundusz jakim dysponują. Po drugie co 3 miesiące lobbysta powinien składać sprawozdania ze swojej działalności oraz informować sekretarza Kongresu o wszelkich zmianach w wyżej wymienionych kwestiach. Wszelkie informacje są publikowane i podawane do publicznych wiadomości. Za złamanie postanowień umowy grożą restrykcyjne sankcje: do 10 00$ grzywny, pozbawienie wolności do 5 lat oraz zakaz prowadzenia działalności lobbystycznej przez okres do 3 lat od daty wykonania wyroku.

Zupełnie inaczej kwestia uregulowania prawnego lobbingu wygląda w Europie. Jedynie nieliczne kraje zdecydowały się na objęcie tego zjawiska swoim ustawodawstwem. W zasadzie na kont. Europ. Istnieją tylko cztery uchwalone i obowiązujące ustawy lobbingowe: gruzińska, litewska, polska oraz węgierska. Poza ty, istnieją państwa, które co prawda nie posiadają takich ustaw, ale nakładają obowiązek rejestracji lobbystów m. In. Niemcy i Dania. W Niemczech spis prowadzi przewodniczący Bundestagu. Jest on jawny, raz do roku publikowany w Gazecie Federalnej. Lobbysta spoza rejestru nie może wejść do Bundestagu w celu spotkania się z deputowanymi.

Taki stan rzeczy wynika z faktu, iż w Europie i USA lobbing jest postrzegany zupełnie inaczej. W Stanach Zjednoczonych pełnoetatowy personel zajmujący się lobbingiem przyjęto uważać za mały i ważny składnik procesu podejmowania decyzji politycznych. Jest on uważany za sposób wykorzystywania konstytucyjnych uprawnień, które przysługują obywatelowi w społeczeństwie demokratycznym. Lobbyści są uważani za „pośredników” pomiędzy elitami władzy publicznej i gospodarczej a różnymi grupami społecznymi. W Europie z kolei lobbing budzi głównie negatywne skojarzenia. Łączy siego z korupcją, kumoterstwem oraz reprezentacją partykularnych cząstkowych interesów zagrażającym dobru publicznemu. Takie odmienności wynikają ze specyficznych przesłanek historycznych i ustrojowych. W USA brak feudalnych ograniczeń w rozwoju demokracji i duża aktywność obywatelska stworzyły podatny grunt pod rozwój działalności lobbingowej.

Odrębnie należy natomiast rozpatrywać zjawisko lobbingu w Unii Europejskiej, gdzie jest traktowane znacznie przychylniej niż w poszczególnych krajach Europy. Uważa się go za element dialogu społecznego i obywatelskiego w procesie podejmowania decyzji w związku z czym lobbing staje się coraz bardziej akceptowany. W ramach struktur Unii działa rejestr przedstawicieli grup interesu. Lobbyści, którzy wpiszą się do niego wpiszą muszą podać, kogo reprezentują, jakie są ich cele i zadania oraz którymi obszarami polityki są szczególnie zainteresowani. Obowiązkowe jest również przedstawienie informacji dotyczących finansów, Ponadto podczas rejestracji zgłaszający zobowiązują się do przestrzegania kodeksu postępowania. Rejestracja jest co prawda dobrowolna, jednakże służy zwiększeniu przejrzystości stosunków między lobbystami, a poszczególnymi instytucjami, co prowadzi do polepszenia wizerunku lobbingu. 

W kolejnym punkcie mojego wykładu chciałabym przedstawić sytuację lobbingu w naszym kraju. Polska jako jeden z nielicznych krajów europejskich posiada ustawę regulującą tę kwestię. Jest to ustawa z dnia 6 września 2005 roku o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa. Działania i dyskusje zmierzające do poddania tego zjawiska regulacji prawnej rozpoczęły się jednak dużo wcześniej. 

Do wytworzenia się i rozwoju mechanizmów lobbystycznych w Polsce po 1989 roku doszło w wyniku reform gospodarczych, które zmierzały dotworzenia gospodarki rynkowej w miejsce centralnie sterowanej. Nastąpił wzrost znaczenia środowisk przedsiębiorców i pracodawców oraz osłabienie środowisk bliskich sferze publicznej. Początkowo nie dopuszczano jednak możliwości istnienia regulacji prawnej działalności lobbystycznej w Polsce. Argumentem miało być istnienie takich regulacji (co najmniej częściowych) w postaci aktów takich jak np. ustawy: o rzemiośle, o izbach gospodarczych, o związkach zawodowych, o organizacjach pracodawców. Uważano je za zupełnie wystarczające. Zmiana nastawienia do tego zagadnienia powodują kolejne doniesienia prasowe o aferach korupcyjnych i zbyt bliskich relacjach świata biznesu i polityki. Brak kontroli państwa nad lobbingiem, który w tym czasie zdążył się rozwinąć w sposób samoistny zaczął przynosić negatywne konsekwencje. Kwestia regulacji prawnej działalności lobbingowej stała się ważnym elementem dyskusji ustrojowej i politycznej. W 2000 roku wpłynął do Sejmu pierwszy poselski projekt ustawy „O jawności procedur decyzyjnych, grupach interesów i publicznym dostępie do informacji” zgłoszony przez posłów z Unii Wolności. Jest on uważany za pierwszą próbę prawnego uregulowania lobbingu w Polsce mimo, że w rzeczywistości nie zawierał żadnych istotnych przepisów w tej kwestii. Początkowe zainteresowanie projektem okazało się krótkotrwałe, gdyż prace zatrzymały się po pierwszym czytaniu w Sejmie.

Momentem przełomowym w dyskusji o potrzebie ustawy lobbingowej okazały się lata 2001-2003, czyli afera towarzysząca pracom nad projektem nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji (powszechnie znanej jako afera Rywina). Głos zwolenników regulacji prawnej lobbingu uległ wzmocnieniu, pojawiły się informacje o pracach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji nad kolejnym projektem ustawy. W październiku 2003 roku projekt trafił do Sejmu. Tym razem jednak projektodawca zamiast na ujawnieniu lobbingu (jak w projekcie z 2000 roku) skupił się przede wszystkim nad jego kontrolą. Tempo prac nad projektem wzrastało wraz z pojawianiem się w prasie i telewizji kolejnych afer. Pomimo tego kierunek w jakim zmierzały dyskusje nad projektem coraz bardziej oddalone były od tematyki lobbingu. Posłowie zaczęli bardziej koncentrować się na regulacji jawności procesu legislacyjnego. Zbliżający się koniec kadencji sprawił, że projekt szybko trafił pod głosowanie. Uchwalenie ustawy miało miejsce 6 września 2005 roku. Nietrudno zauważyć, że prace nad ustawą napędzały doniesienia o kolejnych aferach korupcyjnych. Wpłynęło to zdecydowanie negatywnie na sposób postrzegania zjawiska lobbingu oraz kierunek prac nad jego regulacją. Także pośpiech, aby zdążyć z zakończeniem prac w Parlamencie nie miał dobrego wpływu na ostateczny kształt dokumentu. W ten sposób powstała ustawa, która jest powszechnie uznawana za regulację nie spełniającą swojej funkcji. Specjaliści wskazują na jej liczne wady.

Przede wszystkim w niewłaściwy sposób ujęto definicję lobbingu. Art. 2 ust. 1 „W rozumieniu ustawy działalnością lobbingową jest każde działanie prowadzone metodami prawnie dozwolonymi zmierzające do wywarcia wpływu na organy władzy publicznej w procesie stanowienia prawa”. Sformułowano ją zbyt szeroko oraz użyto nieścisłych określeń, które powodują, że zakres jej obowiązywania rozmija się z intencjami ustawodawcy. Wieloznaczność definicji niesie więc ze sobą wiele poważnych trudności interpretacyjnych. Dobrą ilustracją tego problemu będzie fakt, że – zgodnie z brzmieniem definicji – osobami wykorzystującymi działalność lobbingową będą: każdy poseł, senator i członek Rady Ministrów, który biorąc udział w procesie stanowienia prawa (co należy de facto do ich obowiązków), jeśli tylko będą w jakikolwiek sposób zmierzali do oddziaływania na ten proces, to już wypełnią przesłanki lobbingu. Tak szerokie postrzeganie lobbingu należy ocenić bardzo negatywnie.

Kolejnym mankamentem ustawy jest nieuznawanie za lobbystów zawodowych pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę – odmiennie niż w USA czy Kanadzie. Grupa podmiotów, które będą wywierać wpływ na proces stanowienia prawa, nie zaliczając się przy tym do lobbystów zawodowych jest długa. W związku z tym istnieje realne zagrożenie, że ustawa będzie nieprzestrzegana, bo jej postanowienia są łatwe do ominięcia.

Ponadto ustawa wprowadza instytucję wysłuchań publicznych. Stwarza ona szerokie pole do prowadzenia działalności lobbingowej, jednakże na całym świecie jest uznawana za mechanizm zapewniający możliwość wykonywania obywatelskiego prawa petycji. Zgodnie z art. 7 w wysłuchaniu publicznym może wziąć udział praktycznie każdy, w związku z czym zastanawia umieszczenie norm regulujących tą instytucję w ustawie o działalności lobbingowej. Dowodzi to pewnego braku konsekwencji. Co więcej wysłuchanie publiczne jest głównym (nieomal jedynym) uregulowanym w ustawie uprawnieniem lobbysty. Jednakże skoro może z niego korzystać każdy to po co lobbysta ma się rejestrować skoro w zasadzie na tym nie zyskuje, a nakłada się na niego określone obowiązki?

Poza tym polska ustawa, z szerokim zakresem definicji działalności lobbingowej, prowadzi do sklasyfikowania działań polegających de facto na wykonywaniu prawa petycji jako lobbingu. To z kolei tworzy obawę, iż każdej formie kontroli czy ograniczania lobbingu można by zarzucić niekonstytucyjność.

Kolejną wadą jest fakt, iż nie przewiduje się sankcji za nieujawnienie w terminie zmiany danych podmiotu prowadzącego zawodową działalność lobbingową. Ponieważ wpis jest dokonywany na czas nieokreślony, można się spodziewać, że informacje w nim zawarte będą częściowo nieaktualne.

Źródłem kontrowersji jest także ograniczenie jednego z uprawnień lobbysty, jakim jest udział w posiedzeniach komisji sejmowych. Nie może on bowiem uczestniczyć w pracach podkomisji, gdzie często podejmowane są kluczowe decyzje. Tak sformułowany zakaz będzie raczej sprzyjał omijaniu prawa poprzez uczestnictwo w posiedzeniach podkomisji lobbystów niezawodowych lub wpływania na członków podkomisji poza jej posiedzeniami. (Art. 154 ust. 2d regulaminu sejmu)

Ostatnią słabością ustawy, na którą chcę zwrócić uwagę, jest obowiązek sprawozdawczy, który w polskiej regulacji jest nałożony nie na lobbystów lub ich zleceniodawców, ale na organy władzy publicznej wobec których lobbyści podejmują działania. Mają one obowiązek niezwłocznie udzielać te informacje w Biuletynie Informacji Publicznej. Rodzi to obawy, iż urzędnicy będą unikać spotkań z lobbystami lub odbywać je nieoficjalnie, aby nie powodować powstawania obowiązku raportowego.

Powyższe wady świadczą o tym, że tak naprawdę ustawa nie spełnia swojej roli. Zaspokojono jedynie potrzebę istnienia ustawy lobbingowej, a nie potrzebę uregulowania lobbingu czy objęcia go kontrolą.

Nie ma więc żadnych wątpliwości, że Polska potrzebuje pilnego uchwalenia dobrej ustawy o działalności lobbingowej. Lobbing uważa się bowiem za nieodłączny element nowoczesnego państwa demokratycznego. Jest to zjawisko, które umożliwia wzięcie pod uwagę w politycznym procesie decyzyjnym interesów różnych środowisk społecznych. Ponadto lobbing należy także traktować jako źródło bezpłatnej fachowej wiedzy i opinii eksperckich dla organów władzy państwowej. Obecność lobbingu w procesie stanowienia prawa sprawia, że staje się on pełniejszy. Bierze bowiem pod uwagę różne punkty widzenia oraz opinie, dzięki czemu prawo powstaje w wyniku rzetelnej dyskusji.

czwartek, 23 stycznia 2014

Relacja między przestępstwami z art. 286 § 1 i art. 298 § 1 Kodeksu karnego

Autor: Beata Małyszko

Charakter relacji między art. 286 § 1 i 298 § 1 Kodeksu Karnego nie jest jasny. W doktrynie występuje kilka różnych teorii dotyczących tej problematyki. Artykuł na ten temat należy zacząć od przyjrzenia się dwóm instytucjom, których zrozumienie niezbędne jest do prowadzenia dalszych rozważań. 

Pierwszą z nich jest kumulatywny zbieg przepisów ustawy. Dotyczy to sytuacji gdy sprawca przekracza więcej niż jedną normę sankcjonowaną jednym (tym samym) czynem i fakt ten ujawniany jest w kwalifikacji prawnej czynu (zachowania) sprawcy (art. 11 § 1 k. k.). Należy zaznaczyć, że żaden z przekroczonych przepisów nie oddaje w pełni całej zawartości kryminalnej popełnionego czynu, co powoduje, że konieczne staje się ich łączne (kumulatywne) uwzględnienie przy kwalifikacji prawnej. Faktem, który zasługuje tu na szczególną uwagę jest to, że o kumulatywnym zbiegu przepisów ustawy można mówić jedynie wtedy, kiedy jakieś normy mogą być naruszone jednym czynem.

Drugą natomiast jest realny zbieg przestępstw. Podstawową przesłanką jego wystąpienia jest wielość czynów. Każdy z nich musi samodzielnie wypełniać znamiona typu czynu zabronionego. Kolejnym wymogiem jest ich popełnienie przez tego samego sprawcę, a popełnienie tych przestępstw nie zostało przedzielone, chociażby nieprawomocnym wyrokiem co do któregoś z nich. W przypadku realnego zbiegu przestępstw sąd wymierza karę łączną za wszystkie zbiegające się przestępstwa.

W dalszej części swoich rozważań chciałabym przyjrzeć się znamionom typów czynów zabronionych z art. 286 §1 oraz art. 298 §1.

Pierwsze z nich określa się mianem oszustwa. Jest to przestępstwo powszechne, którego popełnienie polega na doprowadzeniu innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez wprowadzenie jej w błąd (sprawca własnymi podstępnymi zabiegami doprowadza pokrzywdzonego do mylnego wyobrażenia o określonym stanie rzeczy) albo wyzyskanie błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranej czynności (celowe skorzystanie z mylnego wyobrażenia w jakim znajduje się pokrzywdzony) w celu uzyskania korzyści majątkowej. Przedmiotem ochrony jest w tym przypadku mienie w szerokim znaczeniu. Przestępstwo oszustwa ma charakter materialny. Istotnym znamieniem oszustwa jest związek przyczynowy między wprowadzeniem w błąd lub wyzyskaniem błędu, a niekorzystnym rozporządzeniem mieniem. Przestępstwo oszustwa można popełnić jedynie z zamiarze bezpośrednim kierunkowym.

Drugie z nich nazywa się oszustwem ubezpieczeniowym (asekuracyjnym) lub przestępstwo upozorowania wypadku ubezpieczeniowego. Określa on przestępstwo powszechne, którego przedmiotem ochrony są zasady uczciwości i rzetelności w obrocie gospodarczym. Zachowanie się sprawcy czynu zabronionego z art. 298 § 1 KK polega na spowodowaniu zdarzenia będącego podstawą do wypłaty odszkodowania z tytułu umowy ubezpieczenia. Istotą karalnego zachowania się sprawcy jest bezprawne wywołanie stanu pozorującego wypadek ubezpieczeniowy, sfałszowanie stanu rzeczywistego. Czynność sprawczą można popełnić zarówno przez działanie jak i zaniechanie. Jest to przestępstwo materialne, które można popełnić jedynie zamiarem bezpośrednim kierunkowym. 

W doktrynie istnieje spór co do tego czy powyżej omówione przepisy mogą znajdować się w kumulatywnym zbiegu przepisów. Dotyczy to sytuacji, kiedy sprawca w celu wyłudzenia odszkodowania z instytucji ubezpieczeniowej najpierw popełnia przestępstwo upozorowania wypadku ubezpieczeniowego, a następnie wystąpi do tej instytucji z wnioskiem o jego wypłatę. Wytworzyły się tutaj trzy stanowiska:
  1. Pomiędzy art. 286 §1 k. k. i art. 298 §1 k. k. może zachodzić kumulatywny zbieg przepisów. Jednym z przedstawicieli tego poglądu jest prof. dr hab. Andrzej Marek. Uzasadnia on swoje stanowisko przyjmując, że poszczególne zachowania stanowią realizację tego samego, z góry powziętego zamiaru przestępnego. Kumulatywna kwalifikacja prawna oddaje całą kryminalną zawartość przestępstwa, uwzględniając nie tylko znamiona oszustwa, lecz także szczególne znamiona zachowań opisanych w art. 298 § 1. 
  2. Pomiędzy art. 286 §1 k. k. i art. 298 §1 k. k. może zachodzić realny zbieg przestępstw. Jednym z przedstawicieli tego poglądu jest prof. UAM dr hab. Robert Zawłocki. Podstawowym argumentem jest fakt, że nie jest możliwe przekroczenie obu tych norm jednym czynem, czyli brak tożsamości czynu. Ponadto przestępstwo z art. 298 KK jest dokonane w chwili spowodowania zdarzenia pozorującego wypadek ubezpieczeniowy, natomiast usiłowanie popełnienia przestępstwa oszustwa ma miejsce w chwili zgłoszenia tego zdarzenia do zakładu ubezpieczeń.
  3. Pomiędzy art. 286 §1 k. k. i art. 298 §1 k. k. może zachodzić nieuwzględniany zbieg przestępstw. Jednym z przedstawicieli tego poglądu jest prof. US dr hab. Łukasz Pohl. Nieuwzględniany zbieg przestępstw jest to sytuacja kiedy, z dwóch (lub więcej) popełnionych przestępstw jedno z nich nie zostaje ujawnione w kwalifikacji prawnej. Jest on odmianą rzeczywistego zbiegu przestępstw. Łączy się to z konstrukcją tzw. środka do celu – w konkretnie rozpatrywanym przypadku jedno przestępstwo służyło popełnieniu drugiego. Jeżeli chodzi  o przestępstwo z art. 298 §1 jest ono przestępstwem uprzednim względem przestępstwa z art. 286 §1 (przestępstwo następcze). Należy podkreślić, że jest to rozwiązanie, które nie ma swojego umocowania ustawowego.
Moim zdaniem najbardziej właściwe jest stanowisko prezentowane przez prof. UAM dr hab. Roberta Zawłockiego. Zgadzam się z przedstawioną przez niego argumentacją, która wyklucza kumulatywny zbieg przepisów m. in. ze względu na brak tożsamości czynu.

Pomiędzy art. 286 § 1, a art. 298 § 1 nie może zachodzić kumulatywny zbieg przepisów ustawy, natomiast możemy mieć tutaj do czynienia z realnym zbiegiem przestępstw.

sobota, 18 stycznia 2014

Kultura prawna judaizmu

Autor: Beata Małyszko

Judaizm zalicza się do kategorii religii monoteistycznych. Jest najstarszym z wyznań, z którego wywodzą się zarówno chrześcijaństwo, jak i islam. Fundamentem, na którym opiera się religia mojżeszowa są prawdy objawione przez Boga Mojżeszowi w XIII w. p.n.e. na górze Synaj zwane Dekalogiem.  Wieloaspektowość judaistycznego systemu normatywnego reguluje religijne, moralne i prawne sfery życia  jego wyznawców. 

Judaizm w czasach starożytnych był religią scentralizowaną. Obejmował obszary dawnego królestwa Judei i królestwa Izraela. Jednak wygnanie Żydów z Ziemi Świętej w II wieku zdeterminowało jego decentralizację, rozprzestrzeniając wyznawców mojżeszowych na terytoria różnych kontynentów od Stanów Zjednoczonych Ameryki, przez Afrykę Północną do Europy, gdzie jego głównymi ośrodkami były Francja, Niemcy, Polska, Hiszpania, Włochy, Rosja i Turcja. 

Proklamacja niepodległości przez Państwo Izrael w 1948 roku przyczyniła się do powstania głównego ośrodka judaizmu na świecie,  jednak historyczne brzemię diaspory sprawia, ze do dnia dzisiejszego kultura prawna judaizmu jest niejednolita. 

W literaturze przedmiotu dzieje kultury judaizmu podzielone są na dwa okresy: 1) biblijny trwający od ok. XIII w p.n.e. do V w. p.n.e.; 2) rabiniczny, który to natomiast zawiera w sobie pięć podokresów: klasyczny, talmudyczny, średniowiecza, nowożytny i współczesny.  W pierwszym z nich rozwój prawa opierał się na działalności proroków oraz królów, którzy mieli kompetencje do stanowienia prawa, jednocześnie decydując jak należy je stosować. 

Prawo żydowskie zwane helakhah opiera się na wielu źródłach wspólnie tworzących zhierarchizowany  system norm prawnych, moralnych i religijnych regulujących stosunki zarówno między jego wyznawcą a Bogiem, jak i wzajemne między ludźmi. 

Podstawę religii, a także doktryny prawnej judaizmu stanowi Pięcioksiąg (heb. Tora). Początkowo jego treści przekazywane były ustnie, więc niezwykle trudne jest określenie ram czasowych jego powstawania. Przyjmuje się jednak, że miało to miejsce między X, a VI w. p. n. e. Z powodów praktycznych  w latach późniejszych (na przełomie II i III w. n. e.) powstała Tora Mówiona, zwana Miszną, zawierająca w sobie doprecyzowanie i interpretację norm zawartych ogólnikowo w Pięcioksięgu. 

Kolejne miejsce w hierarchii doktryny prawnej judaizmu zajmuje Gemara (hebr. studiowanie) będąca dogłębniejszą analizą reguł i zbiorem komentarzy do norm zawartych w Misznie. Na Gemarę składają się treści prawne, jak i pozaprawne, które mają w założeniu determinować rozwój judaistycznej doktryny prawa. Syntezą Gemary i Miszny jest Talmud (hebr. nauka) będący swoistego rodzaju drogowskazem postępowania dla Żydów doświadczonych diasporą. 

Na końcu hierarchii znajdują się kodeksy prawa żydowskiego, komentarze do wspomnianych kodeksów oraz responsy, czyli odpowiedzi rabinów na tematy prawne. Najbardziej znaną kodyfikacją jest powstały na przełomie XII i XIII w. kodeks Maimonidesa.  

sobota, 11 stycznia 2014

Wzór pozwu o zapłatę w postępowaniu upominawczym

Autor: Urszula Sibińska

(miejscowość), (data)

 (oznaczenie Sądu i wydziału)
(adres sądu)

Powód
(imię i nazwisko lub firma)
(adres zamieszkania lub adres siedziby)
(PESEL lub numer KRS)

c/a

Pozwany
(imię i nazwisko lub firma)
(adres zamieszkania lub adres siedziby)

Wartość przedmiotu sporu: (wpisać kwotę w złotych)

Pozew o zapłatę

Działając w imieniu własnym wnoszę o:

1. orzeczenie nakazem zapłaty wydanym w postępowaniu upominawczym, że pozwany (imię i nazwisko lub firma) ma zapłacić powodowi (imię i nazwisko lub firma) kwotę ________ zł (słownie: __________ złote) wraz z odsetkami ustawowym od kwoty ________ zł od dnia (wskazać dzień następny po terminie płatności) do dnia zapłaty oraz z kosztami procesu, w terminie dwóch tygodni od dnia doręczenia nakazu zapłaty.

Ewentualnie w przypadku stwierdzenia przez Sąd braku podstaw do wydania nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym, jak również w przypadku wniesienia przez pozwanego sprzeciwu od nakazu zapłaty, wnoszę o: 

1. zasądzenie od pozwanego (imię i nazwisko lub firma) na rzecz powoda (imię i nazwisko lub firma) kwoty _____________ zł (słownie: ________________ złote) wraz z odsetkami ustawowymi od kwoty ________ zł od dnia (wskazać dzień następny po terminie płatności) do dnia zapłat,
2. zasądzenie od pozwanej na rzecz powódki kosztów postępowania,
3. przeprowadzenie rozprawy także podczas nieobecności powódki,
4. dopuszczenie następujących dowodów:
a) z dokumentów wskazanych w uzasadnieniu pozwu,
b) z przesłuchania niżej wskazanych świadków:
- imię i nazwisko, adres i okoliczność, na którą ma zostać przesłuchany świadek,
- .................

c) z przesłuchania stron, z ograniczeniem do powoda - imię i nazwisko, adres i okoliczność, na którą ma zostać przesłuchany.

Uzasadnienie

(opisać okoliczności, które zdaniem powoda uzasadniają jej roszczenia - wskazać umowę, z której wynika roszczenie, wystawione faktury VAT, noty obciążeniowe itp., wskazać, że powód próbował rozwiązać spór w sposób ugodowy - np. załączyć wezwanie do zapłaty wraz z dowodem nadania listem poleconym)

Dowody:
- (wymienić dowody no potwierdzenie przytoczonych okoliczności – dokumenty, przesłuchanie stron, przesłuchanie świadków)

Mając na uwadze powyższe, uznając niniejszy pozew za konieczny i uzasadniony,
wnoszę i wywodzę jak na wstępie.

(własnoręczny podpis)

Załączniki:
1.      Odpis pozwu wraz z załącznikami;
2.      Dowód uiszczenia opłaty od pozwu;
3.      (kolejny załącznik);
4.      (kolejny załącznik, itd.).


Wskazówki do pozwu:
- ustalenie wartości przedmiotu sporu - art. 19-26 Kodeksu postępowania cywilnego - przede wszystkim wartość przedmiotu sporu to kwota należności głównej (czyli nie wlicza się odsetek) zaokrąglona do pełnego złotego;
- niniejszy wzór odnosi się jedynie do roszczeń o wartości przedmiotu sporu powyżej 10.000,00 złotych, poniżej tej kwoty pozew należy wnieść na formularzu dostępnym na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości; pozostałe przypadki, kiedy pozew musi zostać złożony na formularzu są określone w art. 505 ze znaczkiem 1 Kodeksu postępowania cywilnego;
- opłata od pozwu wynosi 5% wartości przedmiotu sporu, jednak nie mniej niż 30 złotych i nie więcej niż 100.000 złotych - art. 19 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych.

niedziela, 5 stycznia 2014

Instytucja użyczenia w prawie rzymskim

Autor: Beata Małyszko

Użyczenie jest to kontrakt realny (czyli taki, który dochodził do skutku w wyniku porozumienia miedzy stronami, któremu towarzyszyć musiało wręczenie rzeczy), polegający na oddaniu przez jedną osobę, zwaną komodantem, pewnej rzeczy niezużywalnej drugiej osobie, zwanej komodatariuszem, w bezpłatne używanie, z obowiązkiem jej zwrotu w oznaczonym czasie lub oznaczonych okolicznościach.

W Rzymie commodatum jako odrębna, dojrzała instytucja prawna pojawiła się dopiero w ostatnich wiekach republiki. Wcześniej, przed powstaniem użyczenia, Rzymianie dla osiągnięcia tych samych celów posługiwali się innymi sposobami. W prawie archaicznym taką właśnie prymitywną formą prawną była najwcześniejsza forma pożyczki – nexum. Dochodziła ona do skutku poprzez formalny akt mancypacji, dokonywanej przy użyciu spiżu i wagi (per aes et libram). Ustanowione zobowiązanie sprowadzało się do tego, iż otrzymujący cudze rzeczy zabezpieczał swoją osobą zwrot uzgodnionej ilości rzeczy tego samego rodzaju. Jeżeli po upływie określonego terminu dłużnik, nie wywiązał się ze złożonej obietnicy podlegał egzekucji osobistej bez wyroku. Była to, więc bardzo groźna forma korzystania z cudzych rzeczy. Nexum stało się zatem punktem wyjścia dla dwóch innych kontraktów: pożyczki (mutuum) i użyczenia (commodatum).

Inną formą prawną, w której można dopatrywać się początków komodatu, jest fiducia, czyli powiernicze przeniesienie własności. Polegało to na oddaniu rzeczy w bezpłatne używanie pewnej osobie, którą kreowano na właściciela. Miał on oczywiście obowiązek zwrotnego przeniesienia własności w określonym terminie lub po osiągnięciu umówionego celu. Taki kontrakt mógł być zawarty jedynie między Rzymianami i tylko w wypadku rzeczy o wysokiej wartości (wymagała dwukrotnej mancypacji, co było bardzo uciążliwe). W przeciwieństwie do nexum, powiernicze przeniesienie własności było bardzo niebezpieczne dla powierzającego swoją rzecz komuś innemu: tracił on bowiem na określony czas własność i związane z nią rzeczowe środki ochrony. Oczywiście istniały środki procesowe ochraniające taką umowę, jednakże nie zawsze były one skuteczne. Mimo tego fiducia przetrwała aż do okresu prawa klasycznego, kiedy to została ostatecznie usunięta ze źródeł klasycznych w trakcie kodyfikacji justyniańskiej.

Oprócz dwóch wcześniej wspomnianych form prawnych funkcjonowało także oddawanie rzeczy w bezpłatne używanie opierające się jedynie na zaufaniu. Towarzyszył temu brak jakichkolwiek formalności i gwarancji prawnych. W czasach republiki doszło jednak do znacznego rozluźnienia więzi społecznych między obywatelami rzymskimi, a także coraz częściej nawiązywano kontakty z cudzoziemcami. Stąd też pojawiła się potrzeba prawnego uregulowania kwestii bezpłatnego korzystania z cudzych rzeczy.

Kontrakt użyczenia dotyczył rzeczy niezużywalnych, indywidualnie oznaczonych. Tym właśnie użyczenie różniło się od mutuum, że dłużnik musiał zwrócić tę samą rzecz, a nie inną tego samego gatunku. Z reguły były to obiekty ruchome, jednakże zdarzało się, że użyczenie dotyczyło także nieruchomości. W drodze wyjątku przedmiotem komodatu mogły stać się także rzeczy zużywalne. Miało to miejsce jedynie wtedy, kiedy pełniły funkcję rzeczy niezużywalnej, np. kiedy dłużnik otrzymał rzecz jedynie na pokaz i spełniała ona inne funkcje niż w normalnym użytku (monety na wystawę numizmatyczną lub owoce do przybrania stołu). Ulpian ujmuje tę myśl w zdaniu „Non potest commodari id quo usu consumitur, nisi forte ad pompam vel ostentationem quis accipiat” – „Nie można użyczać tego, co zużywa się przy użyciu, chyba że ktoś przyjąłby to na pokaz lub dla okazania wystawności”.

Komodant użyczając swoją rzecz nie tracił własności, gdyż komodatariusz uzyskiwał tylko dzierżenie. Ponadto dłużnik nie miał prawa do pobierania pożytków. Jego obowiązkiem było zwrócić użyczony przedmiot po upływie czasu lub po osiągnięciu celu określonego w kontrakcie. Zanim to nastąpi wierzyciel nie miał prawa domagać się zwrotu użyczonej rzeczy, a w wypadku gdyby chciał ją zabrać oskarżony zostałby o kradzież swojej własnej rzeczy, czyli furtum possessionis. Nie było o tym mowy nawet w wypadku, gdy sam jej potrzebował lub gdy dłużnik naruszał warunki umowy.

Powierzenie swoich rzeczy komuś innemu zawsze wiąże się z obawą o dany przedmiot, stąd też ważną kwestią są skutki prawne ich uszkodzenia lub utraty. Juryści klasyczni przyjmowali, że komodatariusz zwierając kontrakt użyczenia jednocześnie udziela gwarancji, iż jej stan nie ulegnie pogorszeniu w trakcie używania. W związku z tą niewerbalną obietnicą dłużnik był zobowiązany strzec jej przed wszelkimi zagrożeniami z jak największą starannością i dbałością. Jako osoba, w której interesie było zawarcie kontraktu odpowiadał on za omnis culpa, czyli wszystkie stopnie winy. Było to zgodne ze stosowaną w Rzymie zasadą korzyści (utilitas). Ponadto ciążyła na nim custodia – obowiązek strzeżenia rzeczy. Właśnie tego tytułu dłużnik musiał brać odpowiedzialność także za szkody wynikłe w następstwie zwykłego przypadku (casus fortuitus), np. kiedy użyczone naczynie zostało skradzione. Komodatariusz mógł być także o kradzież używania (furtum usus). Miało to miejsce kiedy używał on rzeczy niezgodnie z umową albo jej przeznaczeniem. Przykładem takie postępowania może być używanie wierzchowca jako zwierzęcia pociągowego. W takim wypadku odpowiadał on za swoje czyny jako złodziej. Gdyby dłużnik nie wywiązał się w jakiś sposób ze swoich obowiązków, komodant mógł dochodzić swoich praw za pomocą actio commodati directa. W wyniku procesu odzyskiwał przedmiot użyczenia wraz ze wszystkimi możliwymi pożytkami i innymi korzyściami. Jeżeli jednak zwrot nie mógł dojść do skutku, komodatariusz był zobowiązany do uiszczenia odszkodowania z tytułu wyrządzonej szkody.

Mimo, że w większości przypadków to wierzyciel był narażony na wszelkie szkody, dłużnikowi także przysługiwały środki ochrony procesowej. Komodant odpowiadał z tytułu culpa lata (grube niedbalstwo) oraz dolus (zły zamiar). Ten mniejszy zakres odpowiedzialności wynikał z tego, że nie odnosił on żadnych korzyści z zawartego kontraktu. Ponadto powinien on zwrócić komodatariuszowi koszty nadzwyczajne, tj. takie, które przekraczały zwyczajne koszty utrzymania użyczonej rzeczy (koszty zwyczajne pokrywał dłużnik). Taka sytuacja miała miejsce na przykład kiedy użyczony koń zachorował. Pomimo tego, iż zwierzę znajdowało się u kogoś innego koszty jego leczenia ponosił prawowity właściciel. Komodant był także zobowiązany zapłacić odszkodowanie za szkodę, która powstała z jego winy – użyczony chory koń zaraził konie w stajni komodatariusza. W takim przypadku komodatariusz mógł dochodzić swoich roszczeń za pomocą actio commodati contraria. Co więcej, mógł on także skorzystać z prawa zatrzymania rzeczy, aż do czasu uregulowania należności przez komodanta. Jest to tak zwane prawo retencji (ius retentionis).

Commodatum było więc kontraktem dwustronnie zobowiązującym niezupełnym, opierającym się na zasadach dobrej wiary (bonae fidei). Oznaczało to, że w momencie zawarcia kontraktu powstawał tylko jeden węzeł obligacyjny, jednakże treść kontraktu była tak skonstruowana, iż dopuszczała możliwość powstania drugiego zobowiązania. W takim wypadku wierzyciel staje się dłużnikiem, a dłużnik wierzycielem. Ze względu na zakres ochrony procesowej użyczenie zaliczało się do zobowiązań bonae fidei. Nie wiązało ono stron na zasadzie ścisłego prawa, wynikało raczej z obowiązku świadczenia tego, czego można się spodziewać po uczciwym kooperancie. Tym samym, sędzia rozstrzygając spór między komodantem i komodatariuszem kierował się zasadami dobrej wiary.

Bardzo podobne do kontraktu komodatu jest precarium, co podkreśla sam Ulpian. Według jego definicji precarium polegało na tym, że na prośbę petenta (prekarzysty) druga osoba zezwalała mu na używanie swojej rzeczy, ale tylko w granicach własnego upodobania. Nie można zaprzeczyć, że istnieje podobieństwo między tymi formami prawnymi. Jednakże trzeba tu wskazać zasadnicze różnice między precarium, a komodatem.

Co najważniejsze precarium nie zalicza się do zobowiązań, nie rodziło bowiem stosunku obligacyjnego. Był to jedynie stosunek czysto faktyczny, pozbawiony prawnej ochrony. Jedynym środkiem ochronnym była ochrona posesoryjna. Nie była ona jednak skuteczna wobec prawowitego właściciela rzeczy, bowiem z chwilą odwołania precarium prekarzysta stawał się posiadaczem wadliwym, wystawionym na legalne zastosowanie pomocy własnej. W kontrakcie komodatu istnieje natomiast prawna stabilizacja prawna pozycji komodatariusza, zapewniana poprzez actio commodati contraria oraz prawo retencji. Kolejną różnicą jest to, iż w przypadku precarium w każdej chwili można je było odwołać. Komodant natomiast nie miał prawa zażądać zwrotu rzeczy przed upływem określonego w umowie terminu. Oprócz tego, prekarzysta ma prawo do pobierania pożytków z używanej rzeczy, w przeciwieństwie do komodatariusza, który tego prawa nie posiada.

Dopiero w okresie poklasycznym precarium zaczęło nabierać cech instytucji prawnej, natomiast oficjalnie zakwalifikowano je do kontraktów nienazwanych. Pomimo tego, że precarium można uznać za prymitywną formę użyczenia spełniało ono w państwie rzymskim ważne funkcje. Stanowiło ono między innymi dogodne narzędzie w rękach latyfundystów. Dzięki precarium, które regulowało jedynie stosunki faktyczne, mogli oni uzależniać od siebie klientelę. Istotną rolę pełniło także w obrocie gospodarczym. Między innymi usprawniało znacznie przebieg sprzedaży, ponieważ kupujący mógł używać rzeczy jeszcze zanim zostały spełnione wszystkie warunki zawartego kontraktu. Przyczyniało się tym samym do lepszej eksploatacji środków produkcji. Także pod względem społecznym precarium spełniało ważną funkcję – stanowiło element feudalizacji stosunków w prawie rzymskim.

Podsumowując, kontrakt użyczenia jest tak istotny w prawie rzymskim, ponieważ dokładanie reguluje kwestię bezpłatnego korzystania z cudzych rzeczy. Zapewnia potrzebne środki ochrony procesowej dla obu stron, tak żeby żadna nie mogła czuć się poszkodowana – w przeciwieństwie do innych, wyżej wspomnianych form, w których na niebezpieczeństwo zawsze jest narażona któraś ze stron. Ponadto komodat rzymski miał także doniosłe znaczenie gospodarcze. Ułatwiał on bowiem wykorzystywanie zbędnych dla właścicieli środków produkcji. Szczegółowe regulacje dotyczące commodatum znalazły się w ustawodawstwie Justyniana. Dzięki temu rzymskie użyczenie zachowało wiele ze swej aktualności do dnia dzisiejszego. Można to łatwo stwierdzić na podstawie art. 710 – 718 polskiego kodeksu cywilnego. Wiele zastosowanych rozwiązań nie różni się od tych rzymskich, także definicja użyczenia pozostała niemalże bez zmian.